Przejdź do głównej zawartości

Historia o tym jak zakochałam się w Łodzi … See Bloggers


#SeeBloggersLodz #KochamLodz #Lodz 

See Bloggers to największy festiwal dla twórców internetowych. W tym roku odbyła się już siódma edycja tego wydarzenia. Informacja o tym, że to właśnie ja zostałam zaproszona na event była dla mnie dużym zaskoczeniem, ale przy tym motywacją do dalszego rozwijania swojego hobby.


Początek podróży

Planowanie podróży zaczęłam oczywiście od znalezienia hotelu i transportu. Nie lubię w dalekie trasy wybierać się sama samochodem, więc postawiłam na busa. Z pomocą przyszła aplikacja Flixbus i szybko udało mi się zakupić bilety w naprawdę bardzo atrakcyjnej cenie. Wydarzenie postanowiłam rozpocząć od sobotnich zajęć. Piątkowa gra miejska jakoś nie przypadła mi do gusty poza tym jako „świeżak” myślałam po prostu, że tak szybko się nie odnajdę. Moja podróż zaczęła się o 2:30 w sobotę. Komunikacja miejska o tej porze raczej śpi, ale na szczęście odnalazłam aplikację MyTaxi i z rabatem na pierwszy przejazd w kwocie 40 zł sprawnie dotarłam do Katowic, a dalej już z elektronicznym biletem na dworzec w Łodzi. Hotel rezerwowałam przez Booking, ale zmieniając warunki rezerwacji kontakt z recepcją był bardzo sprawny i szybko doszliśmy do porozumienia. Podstawowym narzędziem była mapa Google i sprawdzanie odległości pomiędzy dworcem, EC1 i hotelem. To jest, aż nie do pomyślenia w jak szybki sposób można wszystko załatwić. Elektroniczne bilety, rezerwacja, mapa, którą prześledziłam w taki sposób, że nawet nie musiałam nikogo pytać o drogę. Wysiadając z autobusu i wychodząc z dworca moim oczom ukazał się bardzo efektowny budynek EC1 …




Co teraz?

Siódma zero, zero i jestem już na miejscu. Co teraz? Rejestracja zaczynała się od ósmej, więc spokojnie miałam czas na zbadanie terenu, zjedzenie śniadanka i wypicie kawki z automatu, która o dziwo była naprawdę bardzo dobra. Szybko okazało się, że przyjechanie tak wcześnie było bardzo dobrą decyzją. W późniejszych godzinach kolejki do rejestracji były bardzo długie. W mojej ocenie najlepsze wywiady i warsztaty miały miejsce na samym początku no i ominęłoby mnie spotkanie z Anią Lewandowską, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, no i te jej długie nogi … :) Szczerze powiem, że po zapisie na wydarzenie nie za bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić. Wolontariusze nie wychodzili z inicjatywą zaproponowania miejsca, gdzie ewentualnie można odpocząć czy poczekać, więc wybrałam się na krótki spacer. Wróciłam ok. 9:30, podpytałam o szatnie, z dużą nieśmiałością podeszłam po torbę z upominkami, której mi wcześniej nie przekazano, nie miałam też karteczki uprawniającej do odbioru. Ja wiem … to błahostki, ale uwierzcie, że osoba, która jest pierwszy raz na takim wydarzeniu po prostu nie wie jak się zachować i oczekuje chociaż minimalnego instruktażu :) Notabene wspominanej zielonej strefy przez cały czas trwania festiwalu po prostu nie znalazłam. Może teraz trochę plusów, np. za wygodne, zamykane szafki. Wpakowałam tam wszystkie prezenty i inne rzeczy, które w ciągu dnia i wieczorem nie były mi potrzebne, a spakowałam je sobie dopiero w niedzielę. Okazało się, że swoboda podczas poruszania się po mieście była na wagę złota.




Przywitanie ze sceną główną

Trochę zapoznałam się ze stoiskami wystawców, trochę pouśmiechałam się do innych uczestników i ruszyłam na scenę główną … Bardzo serdeczne przywitanie organizatorów i Pani Prezydent świadczyło o profesjonalizmie i szacunku do gości. Wywiad ze wspomnianą Anią Lewandowską zmieniła całkowicie moje nastawienie do tej osoby w pozytywnym sensie. Bardzo aktywna, świadoma prozy życia, a przy tym pracowita i pozytywnie nastawiona do świata kobieta.
Tematy poruszane na panelach miały głównie na calu uświadomienie o wyjątkowości jednostki czyli nas influencerów oraz zaprzestanie przysłowiowego „hejtu” w sieci. Zdania na poruszane tematy wśród prelegentów były dość podobne. Nie ukrywam, że jedne prezentacje interesowały mnie bardziej, a inne mniej, ale to już myślę kwestia indywidualnego podejścia. Po pewnych wypowiedziach niestety się przeraziłam i w pewnym momencie naprawdę nie wiedziałam … co ja tutaj robię? Rozumie, że żyjemy w świecie, w którym czasem nawet jeden niepozorny filmik na YouTube okazuje się być hitem, a życie autora zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni, ale uważanie się za światową gwiazdę raczej nie jest na miejscu, a niektóre udzielane odpowiedzi to dla mnie jak zwykle mówię takie „masło maślane”. Bardzo szanuję pracę i zaangażowanie twórców internetowych, ale nie oszukujmy się świat nie kończy się na modzie i kosmetykach. Ktoś może zapytać, to co tutaj robisz? Tak wiem, moje posty nie są górnolotne. Testuje, opisuje, po prostu się relaksuję :) Pisanie bloga to dla mnie hobby, oderwanie od twardych, urzędowych pism, które tworzę w pracy. Chcesz, żeby „istnienie” w internecie było Twoją pracą, chcesz dzięki temu zdobyć sławę? Super, trzymam kciuki, masz ogromną szansę, tylko proszę nie zatrać w tym siebie! Prawdziwe polskie gwiazdy, które w mediach istnieją od lat i tak sprawnie dopasowały się do dzisiejszego świata wykazały się dużą skromnością i wysoką kulturą osobistą. Tym bardziej spodobała mi się wypowiedź Miśka Koterskiego, mówiąca o tym, że wrzuca do sieci to co po prostu w danej chwili mu się podoba. Moja aktywność w internecie jest czymś w postacie zdawania relacji, a zdjęcia wrzucane na Instagram niejednokrotnie formą pamiętnika. Powiem szczerze, że największą przyjemność i satysfakcję w mojej blogowej karierze była nauka tworzenia tekstów pod kątem SEO i napisanie kilku poradnikowych artykułów dla pewnego portalu i gdybym miała nieco więcej czasu, a swoją pracę zawodową chciałabym związać z siecią to poszłabym właśnie tą drogą. Do takich właśnie refleksji skłonił mnie udział w See Bloggers …





Jak tu się odnaleźć?

Dodatkową atrakcją były stoiska wystawców. Musiałam przejść je dookoła kilka razy, żeby zrozumieć o co chodzi :) Bardzo fajnie, że nalazłam kawę czy pierożki, bo szczerze powiem, że trochę burczało mi w brzuchu, a strefę networkingową znalazłam dopiero w niedzielę :) Wybaczcie, może to ja jestem niezaradna, ale dla mnie jako dla osoby, która pierwszy raz była na takim wydarzeniu oznaczenia były mało czytelne. Wracając jeszcze do prezentów, to naprawdę miły gest i oczywiście nie powinien być wymagany przez gości jednak trochę głupio się poczułam słysząc …. jeśli nie dostała Pani maila giftbox się nie należy. Ok, może inni bardziej zasłużyli, pomyślałam … :) Może kolejnym razem warto wysłać też info do osób, które takiego upominku nie otrzymają, oszczędzi to niepotrzebnych pytań. O wystawcach była tutaj mowa, więc kiedy już się odnalazłam wzięłam udział w kilku konkursach, porozmawiałam z miłymi Paniami na stoiskach i udało mi się nawet zrobić sobie fotkę z Tamarą na stanowisku BonPrix :) Stoiska były bardzo fajnym urozmaiceniem całego wydarzenia. Spróbowałam pysznych soków i naparów, poznałam nowe marki kosmetyczne.







Czas na wieczorną imprezę

Po wykładach dotarłam spacerkiem do hotelu, który notabene zachwycał pięknymi korytarzami, zdrzemnęłam się i zaczęłam przygotowania do imprezy. Wymalowana ruszyłam do EC1. Na imprezie nawiązałam super kontakt z barmanką, która po kilku spotkaniach już wiedziała jakiego drinka mi przygotować :) Tak na poważanie, to pomimo tego, że nie jestem ogromną fanką Natalii Kukulskiej,  byłam zachwycona jej głosem i charyzmą, a na koncercie zostałam do samego końca śpiewając jej najbardziej znane kawałki :) Wieczorne przemyślenia … jest fajnie, ale do końca nie wiedziałam czy jestem tak w stu procentach zadowolona, na szczęście kolejny dzień całkowicie zmienił moją opinię :)





Niedziela …

Teraz właśnie dowiecie się dlaczego mój wpis zatytułowałam „Historia o tym jak zakochałam się w Łodzi” Rano wyruszyłam na śniadanie w EC1, na które niestety się nie dopchałam… Na szczęście miły Pan na stanowisku Vizir uratował mnie pyszną kawą :) Z rana scena główna nie bardzo mnie interesowała, więc z GPSem wyruszyłam w miasto. Łódź już od samego początku wydawała mi się jakimś specjalnym miejscem na ziemi, ale czym bliżej byłam ulicy Piotrkowskiej tym bardziej byłam zachwycona. Otaczały mnie piękne kamienice i malunki na ścianach. Nie przeszkadzało mi nawet to, że jestem tam sama. Wchodziłam w boczne uliczki, żeby zobaczyć jak najwięcej. W celu przełamania dość nietypowej traumy mojej córki związanej z obejrzeniem pewnej kultowej bajki :) zrobiłam sobie zdjęcie z Misiem Uszatkiem, który serdecznie ją pozdrowił i na pamiątkę podarował ołówek i magnes :) Bardzo fajna sprawa z audycją na żywo, która była prowadzona ze sceny głównej. Co chwile zerkałam czy przypadkiem coś ciekawego mnie nie omija. Wygłodniała trafiłam do cudownej, kolorowej alejki i restauracji libańskiej. Wypiłam pyszną kawę parzoną po arabsku i zjadłam naprawdę wyjątkowe danie na bazie słodko pikantnego kurczaka. Zwiedzałam i zwiedzałam, ale na See Bloggers jeszcze tyle się działo!












Ostatnie chwile na See Bloggers

Co sprawiło, że moja opinia o See Bloggers zmieniła się z neutralnej na pozytywną? Ogromne zaangażowanie organizatorki. Słyszałam jak życzliwie rozmawiała z wystawcami, wolontariuszami, pytała czy wszystko w porządku. Pomimo natłoku swoich obowiązków jako zarządzający z prawdziwego zdarzenia cały czas służyła pomocą. Po tym co usłyszałam przestały mi nawet przeszkadzać wiecznie zapełnione kosze na śmieci :) Udało mi się zapisać na jedne dodatkowe zajęcia. Panowie byli super, merytorycznie przygotowani, ale ja niestety nie wiele z tego rozumiałam i wróciłam na scenę główną. Kolejny plus to sporo ciekawych wypowiedzi niedzielnych prelegentów oraz spotkanie z Candy Pandas oraz Soul Sight. Te bardzo młode i ambitne dziewczyny utwierdziły mnie w przekonaniu, że większość młodych twórców wie czego chce i idzie mądrą i ściśle określoną drogą. Przy tym wszystkim były niezwykle uprzejme i zabawne :) W takim razie mam nadzieję, że do zobaczenia za rok … Łódź, z Tobą się nie żegnam, bo myślę, że spotkamy się już wkrótce :)




Jestem bardzo ciekawa Waszych relacji z udziału w See Bloggers :) Podobało się?

Komentarze

  1. Świetna relacja, piękne zdjęcia :) Tego roku znów nie byłam, nawet się nie zapisałam. Niestety mam egzaminy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że podobało Ci się w Łodzi. Jako mieszkanka tego miasta powiem Ci, że nie zamieniłabym go na żadne inne. Ma swój klimat, kamienice, budynki z czerwonej cegły, stare klatki schodowe i podwórka... polecam przyjechać kiedyś na dłużej i np. znaleźć czas na parki lub spacer po Księżym Młynie.
    A co do See Bloggers - to mnie udało się wbić na kilka warsztatów i na scenę twórców (chociaż nie byłam zapisana) i wyniosłam wiele wiedzy. Za to nie do końca umiałam się odnaleźć w strefie wystawców. Może dlatego, że to nie mój obszar zainteresowań, a poza tym ja nie z tych co cykają fotki produktowe na insta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybrałabym się kiedyś na taką blogerską imprezę..Ale na razie brak mi odwagi..

    OdpowiedzUsuń
  5. Super impreza, ciekawe zdjęcia :) Powodzenia w Blogowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. My też bardzo polubiłyśmy Łódź za ten spokój i luz, którego brakuje we Wro. Mimo rozkopanych dróg i wyłączonych świateł na przejściach to i tak miasto ma w sobie wiele uroku i super klimat.
    Co do samej imprezy mamy miłe wspomnienia aczkolwiek podobnie jak Ty uważamy, że za mało było wszystko opisane. Następnym razem spotkamy się tak aby spokojnie sobie posiedzieć i porozmawiać bo również bardzo miło było nam Ciebie poznać :) Do zobaczenia za rok! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo, ja byłam naprawdę zachwycona tym, jak ludzie znający się tylko z internetu niesamowicie pozytywnie podchodzili do siebie, tak jakby byli znajomymi od dawien dawna ☺️ Za rok mam nadzieję, że i mi uda się bardziej pokorzystać z tego wydarzenia 😁 Wspaniale było Cię spotkać ❤️

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Test! Nowe pieluszki Lupilu

Nowy rok, nowe testy, nowe wyzwania 😊 Tym razem z Testmetoo miałyśmy okazję wypróbowania nowych pieluszek Lupilu dostępnych w sieciach sklepów Lidl. Jak się sprawdziły i czy spełniły nasze oczekiwania ...?


Zacznę od samego wyglądu. Pieluszki są bardzo estetycznie wykonane, nie zabrakło też ładnej, kolorowej grafiki. Po założeniu dobrze przytegają do ciałka dziecka. Rzepy są dość wytrzymałe.

Moje maleństwo używa pieluszek jedynie na noc, a od paru dni już właśnie wogóle 😉 W naszym przypadku nie zdarzyło się, żeby pieluszka przeciekła, zsunęła się czy podrażniła skórę.

Foto z oficjalnej strony pieluszek
Mam duże zaufanie do produktów oferowanych przez sklepy Lidl. Tym razem również się nie zawiodłam.


Jesiem ciekawa jak pieluszki spisały się w przypadku Waszych maluszków 😊


Złota Kolekcja Bajek ...

Chodzę, szukam, odwiedzam wszystkie pobliskie kioski, salony prasowe i nic :( Pierwsza część Złotej Kolekcji Bajek, a mianowicie "Król Lew" rozeszła się jak świeże bułeczki w przeciągu kilku godzin. Nic dziwnego ... pierwszy zeszyt kosztował w końcu jedyne 1,90 zł!


Dlaczego tak bardzo zależało mi na tej kolekcji? Uwielbiam bajki Disneya i z ogromnym sentymentem wspominam moją serię książek, które mama kupowała mi w wydawnictwie Świat Książki. Bajeczki przekazałam bratanicy :) a teraz zbieram te piękne opowieści dla mojej córeczki :)

Bardzo, ale to bardzo długo zastanawiałam się nad zakupem prenumeraty. Nigdy nie miałam zaufania do tych super stronek z gazetkami, gdzie do każdego numeru dodawane są prezenciki i inne bajery. Wiele pytań krążyło mi po głowie. Czy nie ma ukrytych kosztów? Czy można zrezygnować? Czy przypadkiem po zakończeniu prenumeraty "nie wcisną" mi jakiejś kolejnej"? itp, itd ....

Przeczytałam uważnie zasady i postanowiłam zaryzykować. Na poc…